Fundacja Smoleńsk 2010
KRS 0000429861

TRWA ZBIÓRKA NA REALIZACJĘ
FILMU FABULARNEGO SMOLEŃSK.
KAŻDY GROSZ JEST NA WAGĘ WALKI O PRAWDĘ.
OD CIEBIE ZALEŻY CZY TEN FILM POWSTANIE.

WSPOMÓŻ

***Uruchomiliśmy konto PayPal, teraz można dokonać wpłaty za pomocą karty kredytowej!

Minister Bogdan Zdrojewski odpowiada na list otwarty Macieja Pawlickiego, producenta filmu „Smoleńsk”. 

 

Szanowny Panie,

 

Z dużym zdziwieniem przeczytałem Pański list otwarty. Pragnę podkreślić, że w żadnej ze swoich publicznych wypowiedzi nie podejmowałem najmniejszych nawet prób wpływania na decyzję Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Zdanie, na które Pan się powołuje, zostało wyrwane z kontekstu. W wywiadzie udzielonym Jackowi Nizinkiewiczowi podkreślałem, że o ewentualnym wsparciu finansowym produkcji filmu „Smoleńsk” zadecyduje merytoryczna ocena scenariusza dokonywana przez ekspertów powoływanych przez PISF, wywodzących się ze środowiska filmowego.

Pozwalam sobie jednocześnie zwrócić uwagę, że tego samego dnia, w którym opublikował Pan list otwarty, na stronach internetowych Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej została umieszczona lista wniosków ocenionych przez komisje eksperckie I etapu. Jan Panu wiadomo, „Smoleńsk” otrzymał pozytywną rekomendację i będzie uczestniczył w II etapie oceny. Jeżeli eksperci biorący udział w II etapie ocenią projekt pozytywnie, to będzie on mógł zostać dofinansowany. Jedyne kryteria, jakie brane są pod uwagę podczas oceny, to kryteria odnoszące się do wartości artystycznej przedstawionego scenariusza.

W swoim liście powołuje się pan na casus „Człowieka z żelaza” – filmu, który powstał, jak Pan pisze, dzięki decyzji ówczesnego ministra kultury. Pozwalam sobie zwrócić uwagę, ze nie jest to właściwe porównanie. Od 2005 r., tj. od momentu wejścia w życie ustawy o kinematografii, to PISF jest instytucją odpowiedzialną za dofinansowanie produkcji filmowej (art. 8 ustawy). Minister Kultury nie ma wpływu na decyzje podejmowane przez komisje eksperckie powoływane do oceny nadsyłanych scenariuszy.

Ostatnie lata funkcjonowania PISF-u pokazują, że sposób dotowania przez Instytut filmów rekomendowanych przez niezależnych ekspertów spełnia swoją rolę. W sposób znaczący wzrosło zainteresowanie polskimi produkcjami, a sprzedaż biletów kinowych na polskie filmy zwiększyła się blisko dziesięciokrotnie. W związku z tym nie mam powodu podważać zaufania do profesjonalizmu i bezstronności członków komisji oceniających.

Cytuje Pan niezwykle pozytywną opinię Agnieszki Holland na temat ostatniego filmu autorstwa Antoniego Krauzego „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”. Muszę przyznać, że podzielam tę opinię, co więcej – takie samo zdanie mieli eksperci PISF, którzy już projektowi filmu dali najwyższą notę „wybitny” i jednogłośnie przyznali dofinansowanie w wysokości ok. 4 mln złotych. Należy jednak podkreślić, że podstawa oceny jest konkretny, przedłożony projekt, a nie dotychczasowe portfolio zaangażowanych w projekt twórców.

Z informacji uzyskanych z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wynika, że ostateczne wyniki postępowania zostaną opublikowane najpóźniej do 28 lutego br.  Jestem w takiej samej sytuacji jak Pan – nie poznam wyników do dnia ich publikacji. Jednak wierzę i jestem przekonany, że wnioski zostaną ocenione w sposób sprawiedliwy i powodowany wyłącznie względami merytorycznymi.

Z wyrazami szacunku

Bogdan Zdrojewski

 

Odpowiedź Producenta filmu „Smoleńsk”:

Bardzo dziękuję za odpowiedź. Przyjmuję ją z zadowoleniem i nadzieją. Zwłaszcza, że tak wiele mówi Pan Minister o konieczności istnienia w sztuce różnorodnych wrażliwości ideowych i artystycznych. Skoro moja interpretacja Pańskich wypowiedzi o przedwczesności realizacji filmu fabularnego o tragedii smoleńskiej okazała się niewłaściwa, a mój niepokój bezpodstawny, wierzę, że o wsparciu produkcji filmu „Smoleńsk” rzeczywiście zadecyduje kompetencja i niezależność ekspertów PISF oraz urzędników tej publicznej instytucji. A Pan Minister zechce przyjąć zaproszenie na premierę filmu „Smoleńsk”.

Łączę wyrazy szacunku

Maciej Pawlicki

 

 

LIST OTWARTY PRODUCENTA FILMU „SMOLEŃSK” DO MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO BOGDANA ZDROJEWSKIEGO

 

 

 

Szanowny Panie Ministrze,

Ze zdumieniem przeczytałem dziś w dzienniku „Rzeczpospolita” Pana wypowiedź na temat filmu fabularnego „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze, którego mam honor być producentem.

Jak Pan Minister wie, niemal wszystkie polskie filmy fabularne i znaczna część filmów dokumentalnych jest współfinansowana ze środków publicznych, rozdzielanych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Pan Minister jednak, z wysokości Swego urzędu, zechciał starania twórców o dofinansowanie na produkcję filmu „Smoleńsk” ocenić jako „problem”:

Problem polega na czym innym. Antoni Krauze podkreślał, że nie będzie zwracał się o środki publiczne, bo chce zrobić film kompletnie niezależny, pozostający w dużej odległości od narracji oficjalnej czy publicznej. Muszę powiedzieć, że nabrałem jeszcze większego szacunku dla tego wysiłku. Okazało się jednak, że z tego zamiaru nic nie wyszło.

Ostatnie zdanie nie jest prawdziwe. Zbiórka trwa (www.fundacjasmolensk2010.pl), przynosi bardzo realne efekty, umożliwiła rozpoczęcie produkcji i nie ma powodu, by odnosić się do niej lekceważąco i deprecjonować finansowy wysiłek oraz determinację tysięcy Polaków, faktycznych współproducentów naszego filmu, którzy – na skalę absolutnie niespotykaną w dziejach polskiej kinematografii – zaangażowali się, by film powstał.

Z wypowiedzi Pana Ministra wyłania się jednak niebywała sugestia, że filmy, które ubiegają się o dotację publiczną, muszą być zgodne z „narracją oficjalną”. A te, które chcą być „kompletnie niezależne” nie powinny tego robić.

Czy aby ten – wierzę, że nieprzemyślany – komentarz Pana Ministra nie jest wezwaniem do tworzenia drugiego obiegu, bo tylko on może być niezależny od punktu widzenia aktualnej władzy? Czyżby Pan Minister otwarcie przyznawał, że władza nie pozwoli na powstawanie narracji niezgodnych z jej wolą? Panie Ministrze, ciarki po plecach, mróz po kościach. Przecież taka sugestia – wierzę, że niezamierzona – przypomina najgorsze czasy komunistycznej polityki propagandowej, która kaganiec cenzury nakładała nie tylko na gotowe dzieła, ale także na scenariusze, a nawet same pomysły. W wolnej Rzeczpospolitej ustawodawca, na wniosek środowiska polskich filmowców, powołał Polski Instytut Sztuki Filmowej, którego zadaniem jest wspieranie produkcji polskich filmów. A przede wszystkim wspieranie polskich filmów mówiących o najważniejszych dla narodu sprawach. Zwłaszcza filmów najwybitniejszych twórców polskiego kina.

Katastrofa smoleńska jest najważniejszą polską tragedią od czasu II wojny światowej, a zjawisko nazwane „katastrofą posmoleńską”, czyli bezprecedensowy podział Polaków na dwa oddalające się od siebie obozy, jest zjawiskiem groźnym dla tożsamości, bytu i przyszłości polskiego narodu.

Ustawową zasadą istnienia Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej jest zapewnienie swobody twórczej, a więc niezależność od bieżącej władzy, od jej humorów i bieżących interesów politycznych. Czy przytoczoną powyżej wypowiedzią sugeruje Pan Minister, ze ta konstytutywna zasada Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej powinna ulec zmianie?

Mówi Pan Minister:

Sugestia zamachu odbiera filmowi podstawowy atut.

Jak to się ma, Panie Ministrze, do oficjalnego stanowiska polskiej prokuratury, która nie zakończyła śledztwa (co oczywiste, bo nie mając podstawowych dowodów, zrobić tego nie może), a niedawno stwierdziła, iż żadnej opcji nie wyklucza? Zatem także – nie wyklucza świadomej ingerencji osób trzecich. Czy scenariusz, który także żadnej opcji nie wyklucza – zdaniem Pana Ministra – utracił „podstawowy atut”? I jakiż to „atut”?

Swą wypowiedź zechciał Pan Minister uzupełnić tak:

Uważam, że filmy o bardzo trudnych faktach, bardzo bolesnych, lepiej realizuje się z pewnego dystansu. Trzeba pamiętać, że tam, gdzie są poważne kontrowersje, gdzie są silne emocje i niezagojone rany, lepiej poczekać i je ostudzić, rany opatrzyć. Z mojego punktu widzenia za wcześnie na film o Smoleńsku.

Doceniam fakt, że zechciał Pan Minister wrócić do tematu naszego filmu, który budzi tak żywe zainteresowanie opinii publicznej w Polsce, przyszłych widzów oraz mediów. Kiedy kilka miesięcy temu był Pan Minister łaskaw powiedzieć, że „nie wyobraża sobie zrealizowania teraz na ten temat dobrego filmu”, przyjąłem tę wypowiedź pozytywnie, jako wyraz podziwu dla twórcy, Antoniego Krauzego, który sobie jednak taki film wyobraża. Tak to już jest, Panie Ministrze, zwłaszcza w polskiej historii ostatnich dwustu lat, że twórcy mają od urzędników wyobraźnię większą. Co ma swoje dobre i złe strony. Zatem – z całym szacunkiem dla dokonań Pana Ministra – to Antoni Krauze zrealizował wiele wybitnych filmów na temat polskiej trudnej rzeczywistości. A ostatni z nich, „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” Agnieszka Holland niedawno nazwała jednym z najlepszych filmowych obrazów PRL-u. Można domniemywać, że – gdyby o jego powstaniu decydowała komunistyczna władza – film „Czarny czwartek” by nie powstał. Bo zbyt bolesnego tematu dotyka.

Zapewne pamięta Pan Minister słowa Adama Mickiewicza, który w III części „Dziadów”, w scenie Salonu Warszawskiego przestrzegał przed strachliwym oportunizmem twórców, którzy unikają mówienia o sprawach dla Polaków najważniejszych. „Niech się temat świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży”.  Na pierwszy film o Katyniu czekaliśmy 70 lat. Czy do takiego czasowego dystansu mamy dążyć?

Zapewne pamięta Pan Minister, że Andrzej Wajda rozpoczynał realizację „Człowieka z żelaza” niemal natychmiast po wydarzeniach, o których opowiadał, a premiera gotowego filmu odbyła się w 9 miesięcy po tychże wydarzeniach. Ówczesny minister kultury peerelowskiego rządu, który decydował o powstaniu filmu, nie uznał, że temat zwycięstwa Polaków nad komunizmem musi się „ucukrować”, choć dla wielu był on niewątpliwie bolesny.

Wielokrotnie, bardzo stanowczo deklarował Pan Minister szacunek dla niezależności twórców. Nawet wówczas, gdy ich – finansowane za pośrednictwem Pana decyzji przez polskich podatników – dzieła w drastyczny sposób obrażają uczucia religijne osób wierzących, stanowiących przecież większość Polaków. Rozumiem zatem, że niezależność twórców ceni Pan bardzo wysoko.

Wobec faktu, że właśnie w tej chwili eksperci Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej czytają scenariusz naszego filmu i wkrótce, wraz z władzami PISF, podejmą decyzję o dofinansowaniu lub odmowie dofinansowania jego produkcji, czy twarde słowa ministra „za wcześnie na film o Smoleńsku” nie są próbą wydania instrukcji niezależnym ekspertom i urzędnikom PISF jak mają z filmem postąpić? Jeśli tak, byłaby to oczywiście sytuacja skandaliczna i w wolnym, praworządnym państwie niedopuszczalna. Wierzę jednak, że nie miał Pan Minister takiej intencji, a tak dokładna koincydencja terminu rozpatrywania wniosku i słów Pana Ministra jest całkowicie przypadkowa.

Wierząc w kompetencję i niezależność ekspertów oraz praworządność urzędników Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, ufam, że zechce Pan Minister przyjąć zaproszenie na premierę naszego filmu, już wkrótce.

Łączę wyrazy szacunku

Maciej Pawlicki

 

 

 

 

Antoni Krauze opowiada o pracy nad filmem „Smoleńsk”

 

Wszystkich zainteresowanych bieżącym stanem prac nad filmem „Smoleńsk” zachęcamy do przeczytania wywiadu z Reżyserem, który ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”:

 

 

http://wpolityce.pl/artykuly/71593-antoni-krauze-w-tygodniku-wsieci-cos-zaczyna-sie-zmieniac-to-jak-zostanie-potraktowany-nasz-film-da-odpowiedz-na-pytanie-czy-to-wrazenie-jest-sluszne

 

URUCHOMILIŚMY  OPCJĘ PAYPAL!

 

Szanowni Państwo,

W nawiązaniu do Państwa próśb uruchomiliśmy możliwość dokonywania wpłat za pośrednictwem konta PayPal. Dla ułatwienia jest ono zsynchronizowane z kontem DotPay, zatem wystarczy kliknąć na przycisk „Zapłać przez DotPay” na naszej stronie w zakładce WSPOMÓŻ, i tam wybrać opcję płatności PayPal lub skorzystać z przycisku poniżej.

Serdecznie dziękujemy Państwu za wszystkie wpłaty i wszelkie formy wsparcia!




 

 

 

 

 

Wszystkim naszym darczyńcom oraz wszystkim,

którzy czekają na film „Smoleńsk” życzymy

zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

 

 

 

Wywiad z aktorem, który zagra śp. Lecha Kaczyńskiego

 

Zapraszamy do lektury najnowszego numeru tygodnika „wSieci”

 

 

http://www.wsieci.pl/zagram-lecha-kaczynskiego-pnews-635.html

 

 

Zapraszamy do lektury Polsko-Polonijnej Gazety Internetowej „Kworum”

 

A w niej między innymi najnowsze wieści o filmie „Smoleńsk”

 

http://www.kworum.com.pl/art5312,nowe_wiesci_z_planu_8222_smolensk_8221_.html

 

 

 

 

Zapraszamy do lektury artykułu, który

ukazał się w „Rz”

 

 

Kto zapłaci za „Smoleńsk”

Krzysztof Kłopotowski

źródło: Fotorzepa
autor: Krzysztof Skłodowski

Maciej Pawlicki, producent „Smoleńska”, Ewa Dałkowska, która ma zagrać Marię Kaczyńską i reżyser Antoni Krauze liczą, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dofinansuje ich film

Maciej Pawlicki, producent „Smoleńska”, Ewa Dałkowska, która ma zagrać Marię Kaczyńską i reżyser Antoni Krauze liczą, że Polski Instytut Sztuki Filmowej dofinansuje ich film
źródło: Fundacja Smoleńsk 2010

Być może film „Smoleńsk” Antoniego Krauzego rzeczywiście wzburzyłby opinię publiczną 
i przyczynił się do upadku 
rządu Platformy Obywatelskiej, 
a może nawet pomógł PiS 
w objęciu władzy. Ale czy to powinno martwić artystów? 
– pyta krytyk filmowy.

Producent filmu o katastrofie smoleńskiej poprosił Polski Instytut Sztuki Filmowej o dofinansowanie w wysokości połowy budżetu najwyższe, jakie PISF może przyznać. To pięć i pół miliona złotych. Reżyser „Smoleńska” Antoni Krauze jest cenionym artystą. Nakręcił 34 filmy, w tym 14 fabularnych, lecz panuje zasada „jesteś tak dobry jak twój ostatni film”.

Zdrojewski nie widzi możliwości

Ostatnią pracę Krauzego z 2011 „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” jury festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni uznało za „wyjątkowy wkład w pielęgnowanie narodowej świadomości i za wyjątkowo osobistą nutę w kinie dotykającym wydarzeń historycznych”. Otrzymał też nagrodę Brama Wolności na gdańskim festiwalu DocFilm za „artystyczny upór w dążeniu do prawdy”. Międzynarodowi krytycy filmowi dali mu nagrodę FIPRESCI na festiwalu w Montrealu. Film bardzo dobrze przyjęli również krytycy w kraju.

Antoni Krauze jest idealnym realizatorem fabuły opartej na dziennikarskim dochodzeniu prawdy o katastrofie będącej punktem zwrotnym w historii niepodległej Polski po roku 1989. Wybitny artysta chce nam przedstawić wielkie wydarzenie. Czy nie od tego mamy polskie kino?

Kiedy środowisko filmowe walczyło o utworzenie PISF, używało hasła, żeby „mówić po polsku o polskich sprawach”. A co może być bardziej polskiego aniżeli tragiczna śmierć prezydenta i części elity politycznej w drodze do Katynia, aby złożyć hołd pomordowanym oficerom narodu, który znalazł się w strasznym uścisku pomiędzy Rosją a Niemcami?

W tej tragedii odbija się polski los. Refleksja nad tym wydarzeniem może nam pomóc w ocenie możliwości  prowadzenia samodzielnej polityki polskiej w kraju i za granicą. Przy szczególnej wrażliwości reżysera ukazanej w „Czarnym czwartku” i uznanej przez fachowców może on dać nam lekcję historyczną.

Artystom powinno zależeć na wolności. Kiedy kneblują kolegę, a ty to popierasz, to przyjdzie czas, że zakneblują ciebie.

Film o Smoleńsku ma przeciwników. Minister kultury Bogdan Zdrojewski oświadczył, że teraz nie widzi możliwości, aby powstał. Od tego jest minister, żeby prowadzić politykę kulturalną rządu. A obecny rząd nie chce niezależnego dochodzenia przyczyn katastrofy. Pokazałoby ciężkie zaniedbania właśnie rządu w przygotowaniu wizyty prezydenta i po katastrofie. Łatwo sobie wyobrazić, co minister Zdrojewski usłyszałby od premiera Donalda Tuska, gdyby śmiał ten projekt poprzeć.

Jednak decyzji o dofinansowaniu nie podejmuje minister, ale dyrektor PISF, który jest niezależny. O to również walczyliśmy przy tworzeniu Instytutu. Kultura musi być autonomiczna, bo ma dostarczać głębokiej refleksji nad życiem wspólnoty. Nie powinna służyć doraźnym interesom aparatu władzy, ale poszerzać świadomość narodową. Niezależna od władzy kultura jest ostoją polskości, jak wykazały dzieje ostatnich dwustu lat.

Niezależność Instytutu od rządu znalazła się w projekcie ustawy o powołaniu PISF. Ustawę przygotował ówczesny minister kultury z SLD Waldemar Dąbrowski, prawdopodobnie najlepszy szef tego resortu w III Rzeczpospolitej. Zaciekły opór ustawie stawiała Platforma Obywatelska będąca w opozycji podobnie jak Prawo i Sprawiedliwość. Wielu posłów PiS było przeciw, ale prezes Jarosław Kaczyński kazał poprzeć projekt. Mimo wrogości do rządu SLD uznał, że PISF służyłby interesom kultury narodowej. Bez poparcia Kaczyńskiego polskie kino byłoby dzisiaj trupem artystycznym.

Machulski ma zły okres

Kiedy Kaczyński został premierem, poparł projekt filmowców budowy miasteczka filmowego w Nowym Mieście nad Pilicą kosztem 100 milionów euro, za pieniądze głównie z Unii Europejskiej. Miało posiadać dziesięć hal, aby mogło pracować jednocześnie pięć ekip. Otwarcie planowano na rok 2009. Powstałoby 80 km od Warszawy studio jak Pinewood pod Londynem, Babelsberg w Berlinie czy Barradov pod Pragą czeską, gdzie realizuje się wielkie produkcje amerykańskie, a korzysta na tym także rodzimy przemysł i filmowcy, którzy się bogacą. Łatwiej byłoby w Polsce robić własne filmy kameralne i superprodukcje. Ale nowy rząd PO z ministrem Zdrojewskim wycofał się. Niechęć do PISF i odrzucenie miasteczka ujawnia wrogość PO wobec mecenatu kulturalnego, podobnie jak w zwalczaniu abonamentu RTV przez Tuska.

Politycy mają swoje interesy, ale artyści swoje, i są one rozbieżne. Artystom powinno zależeć nie tylko na infrastrukturze kultury, jaką gwarantuje im PiS, a podważa PO. Zwalczając PiS, działają wbrew swoim interesom. Ale powinno im także zależeć na wolności twórczej. Kiedy kneblują kolegę, a ty to popierasz, to przyjdzie czas, że zakneblują ciebie. Czemu więc niektórzy są przeciw filmowi o Smoleńsku? Dlaczego nie zostawią oceny filmu publiczności i krytykom, z góry wątpiąc o wartości projektu Krauzego?

Zdaniem Juliusza Machulskiego o Smoleńsku można by co najwyżej zrobić film à la Borat czy Monty Python o tym, jak nabzdyczony i dumny prezydent średnio ważnego kraju środkowoeuropejskiego uparł się, by lądować we mgle na kartoflisku, jak powiedział w rozmowie z „Newsweekiem”. – A potem, już po tragedii, poplecznicy tego prezydenta nie dopuszczają myśli, że to, co się stało, było wynikiem głupoty i braku wyobraźni, tylko wymyślają inne przedziwne teorie – dodaje.

Ten wybitny reżyser na pewno wie, że dobra fabuła musi mieć konflikt sprzecznych racji. Otóż ustalenia niepodważalne zespołu parlamentarnego wykazały głupotę i brak wyobraźni instytucji rządowych, które organizowały wizytę prezydenta. A ustalenia wątpliwe tej komisji trzeba zostawić ocenie publiczności tak samo jak ustalenia komisji Millera. Dziennikarka Ewa prowadząca w fabule śledztwo ma porównywać sprzeczne racje i pokazać labirynt polityczny, jaki powstał wokół katastrofy.

A czy poetyka Borata i Monty Pythona pasuje do katastrofy smoleńskiej – to rzecz gustu i raczej wątpliwa. Machulski zastosował takie szyderstwo w swoim ostatnim filmie „Ambassada” o wybuchu II wojny światowej. Żydówka sprawdza, że Hitler jest obrzezany, po czym aplikuje mu łaskotki z zemsty za zagładę Żydów – ale nie wiem, komu jest do śmiechu oprócz Hitlera. Może Machulski ma zły okres i jeszcze mu przejdzie.

Lankosz 
narzuca wrażliwość

Utalentowany reżyser Borys Lankosz powiedział dla „The New York Timesa”, że film Krauzego bazuje na kłamstwie. Jego zdaniem konserwatywni artyści zręcznie czerpią z głęboko osadzonych uczuć krzywdy wytworzonych w czasie stuleci okupacji i podległości. „To jest choroba kulturalna” – mówi. „Zawsze nas uczono, że jesteśmy narodem mesjaszem. Ten kult męczeństwa, odbity w filmach jak „Smoleńsk”, jest niebezpieczny, bo jest oparty na kłamstwie”.

Idea narodu polskiego – mesjasza jest romantyczna. Nie można twierdzić, że kłamie. To interpretacja uzasadniająca przegrane powstania i pomaga w cierpieniu odnaleźć sens. Można najwyżej twierdzić, że dzisiaj ta idea jest nieprzydatna. I skąd Lankosz wie, do jakich wniosków dojdzie Krauze w ukończonym filmie? Ma jedną pełnometrażową fabułę w dorobku i chyba nie zauważył, że wymowa dzieła powstaje w ostatnim montażu.

A wymowa dobrego skądinąd „Rewersu” Lankosza? W czasie stalinowskiego terroru Polka przechowuje w odbycie zakazaną przez komunistów złotą monetę z napisem „Victory”. To aluzja do złotego zegarka z „Pulp Fiction”, który przechowywał też w odbycie więzień Wietkongu. Słaba i ciągle zagrożona Polska musi mieć inną strategię kulturalną niż potężna Ameryka.

Niech Lankosz nie narzuca kolegom swojej, a naprawdę cudzej wrażliwości. To „głęboko osadzone uczucie krzywdy”, które ponoć „zręcznie wyrażają konserwatywni artyści”, ma pełne prawo do istnienia w Polsce, obok prób wydobycia się z męczeństwa za pomocą ironii.

Olbrychski 
jest zatroskany

Machulski i Lankosz należą do kategorii „polonosceptyków”, a Daniel Olbrychski mieści się w kategorii „Polak zatroskany”. Jak rzekł w programie Tomasza Lisa: „To byłby film antypolski. Wyrządziłby krzywdę naszemu społeczeństwu, które i tak jest skłócone. Zawrzałoby jeszcze bardziej. Stanie się tak, jeśli pan Antoni zrobi film, gdzie będzie artykułował, że był to zamach. I jeśli ktoś ten film obejrzy za granicą, no to ośmieszy nas przed całym światem”.

Wybitny aktor podał poważny argument przeciwko „Smoleńskowi”. Być może film rzeczywiście wzburzyłby opinię publiczną i przyczynił się do upadku rządu Platformy Obywatelskiej, a może nawet pomógł PiS w objęciu władzy. Ośmieszyłby Polskę za granicą jako państwo słabe, gdzie rząd nie potrafi bronić interesów narodowych. Ukazałby wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia suwerenności.

Ale czy to powinno martwić artystów? Rząd PiS zapewniłby przecież mocny mecenat państwa, a nasilenie sporów ideowych pobudziłoby kulturę. Obecność Polski w Unii i zależność finansów od Brukseli sprawiłyby, że konserwatywna władza dostałaby nieprzekraczalne granice. Ani wolność wypowiedzi, ani obyczajów nie zostałaby poważnie zagrożona.

A prawda historyczna? PISF dofinansował „Wałęsę. Człowieka z nadziei” Andrzeja Wajdy oraz Janusza Głowackiego, choć fabuła jest sprzeczna z ustaleniami historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka oraz tak przykrawa czas opowieści, żeby gloryfikować rolę polityczną Wałęsy, wbrew wnioskom płynącym z jego prezydentury. Dofinansował też „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego, chociaż film nawiązuje do „Sąsiadów” Jana Tomasza  Grossa, których pewne ważne tezy zostały obalone przez historyków. I pierwowzór głównego bohatera wcale nie został przybity krzyżem na drzwiach stodoły przez oszalałych antysemitów sąsiadów, ale wybrany na przewodniczącego Rady Miejskiej Brańska.

Producent Maciej Pawlicki zostawił historykom tezę o zamachu w Smoleńsku. Największa przeszkoda dla dotacji PISF została usunięta. Czekamy na wnioski.

Autor jest krytykiem filmowym, 
recenzentem premier w TV Republika

Rzeczpospolita

 

 

 

W odpowiedzi na Państwa pytania podajemy dane do przelewów zagranicznych

 

DANE DO PRZELEWÓW ZAGRANICZNYCH:

 

Bank: PKO BP

Odbiorca: ”Smoleńsk 2010″

Adres odbiorcy: ul. Batuty 7c m. 1004, 02-743 Warszawa

Nr konta: PL 55 1020 1169 0000 8202 0186 3042

Swift code: BPKOPLPW

 

 

 

 Nadal trwa zbiórka na realizację filmu „SMOLEŃSK”

 

Zapraszamy do lektury artykułu:

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/68222-tylko-u-nas-producent-filmu-smolensk-mamy-obsade-zrobilismy-pierwsze-zdjecia-ale-niezbedna-jest-dotacja-pisf

 

 

List otwarty do Redaktora Naczelnego dziennika „New York Times” w związku z opublikowaniem przez ten dziennik artykułu na temat filmu „Smoleńsk”.

 

Szanowny Panie Redaktorze

 

To świetnie, że „New York Times” postanowił zająć się polskim filmem fabularnym pt. „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze, osnutym wokół katastrofy lotniczej z roku 2010, w której na terenie Rosji zginął prezydent Polski Lech Kaczyński oraz 95 towarzyszących mu osób. Jednak sposób, w jaki Pański opiniotwórczy dziennik opisał pracę nad filmem oraz polityczny kontekst powstawania filmu, budzi niepokój i sprzeciw, wpisuje się bowiem w cały szereg działań mających film zdyskredytować na rok przed jego planowaną premierą, a nawet – być może – przeszkodzić w jego ukończeniu. Mam honor być producentem tego filmu dla Fundacji „Smoleńsk 2010”, a także jego współscenarzystą, rozmawiałem z autorem artykułu, więc czuję się zobowiązany, by sprostować nieprawdziwe informacje, jakie się w artykule znalazły oraz uzupełnić te, które zostały pominięte. Wierzę, iż podziela Pan moje zdanie, że czytelnikom „NYT” należy się rzeczowy i prawdziwy opis sytuacji.

 

Nie kwestionuję prawa autora oraz redakcji do wyboru źródeł informacji, cytatów, akcentów. Dziennikarstwa uczyłem się w USA, również w Pańskiej redakcji. Jednak to, co – piórem Dana Bilefskiego – „New York Times” napisał o filmie „Smoleńsk” jest jednostronne i sugeruje czytelnikowi ocenę filmu przed jego powstaniem. W Polsce żywa jest pamięć o praktykach komunistycznego totalitaryzmu dyskredytujących dzieła twórców zanim zdołały ujrzeć światło dzienne, dotrzeć do swych odbiorców i poddać się ich swobodnej ocenie. Komunistyczna cenzura zakazywała druku, produkcji filmu, szatkowała scenariusze, wycinała gotowe sceny, wprowadzała zapisy na nazwiska, fakty historyczne, opisy współczesnych wydarzeń, nawet na słowa. Walczyła z pisarzami, dziennikarzami, filmowcami, także – poetami. Może nawet poetów bała się najbardziej. Ten okres mamy w Polsce za sobą.

 

Tym bardziej musimy być wyczuleni na wszelkie próby ograniczania wolności twórczej. Niestety w przypadku filmu „Smoleńsk” przykładów tego zjawiska mamy coraz więcej, a artykuł w Pańskiej gazecie wpisuje się w tę niepokojącą tendencję. Wierzę, że niezgodnie z Pana intencją.

 

Już w tytule artykułu napisał autor, że „różnice zdań w sprawie przyczyn katastrofy złoszczą polskich artystów”. Owszem, kilku aktorów i reżyserów wypowiedziało się negatywnie o powstaniu naszego filmu. Ale nie napisał już autor niestety, choć mu o tym mówiłem, że bardzo wielu artystów gorąco poparło powstanie filmu, a do mnie jako producenta, zgłaszają się dziesiątki aktorów z ofertami zagrania w filmie „Smoleńsk” choćby epizodu, choćby za darmo, poczytując sobie to za zaszczyt. Zgłaszają się filmowcy, muzycy, scenografowie, graficy.Sugestia, że polscy artyści in gremio krytykują powstawanie filmu, jest nieprawdziwa, gdyż część polskich artystów złoszczą raczej próby blokowania swobody twórczej i dyskredytowanie filmu, o którym owi nadgorliwi krytycy nie mają najmniejszego pojęcia.

 

Pisze Dan Bilefsky, że minister kultury Bogdan Zdrojewski “ostrzegł, iż jest zbyt wcześnie, by pokazywać wydarzenia związane z katastrofą”. To nieprawda. Minister Zdrojewski powiedział: „osobiście nie wyobrażam sobie, by mógł już powstać wybitny film mówiący o tych wydarzeniach”. Minister ma prawo nie umieć sobie wyobrazić. Na szczęście artyści miewają wyobraźnię lepszą od ministrów. I to wybitni twórcy, a nie urzędnicy, tworzą wybitne dzieła.

Wybitny polski reżyser Antoni Krauze, jak to zwykł czynić całe życie, pracuje nad swym kolejnym dziełem, nie bacząc na opinie urzędników i polityków.

 

Obszernie pisze autor o przeciwnikach powstaniu filmu, cytuje m.in. reżysera Borysa Lankosza, który – nie znając scenariusza – stwierdził z niezachwianą pewnością, że film jest „niebezpieczny, bo będzie oparty na kłamstwie”. Młody reżyser, który na swój pierwszy film otrzymał hojne wsparcie polskich podatników, dziś zgłasza się do nagonki na jednego z najwybitniejszych polskich filmowców i na jego film o niewyjaśnionej śmierci polskiego prezydenta, niczym ormowiec zgłaszający się w 1968 roku do pałowania studentów, którzy brużdżą ludowej władzy.

 

Borys Lankosz odpowiada za swoje życiowe wybory, ale celem amerykańskiego dziennika powinno być oddanie istniejącej różnorodności opinii. Autor nie cytuje artystów wspierających ideę powstania filmu i nie wspomina, że produkcję filmu „Smoleńsk” już wsparło finansowymi darowiznami wiele tysięcy ludzi, co jest ewenementem w historii światowej kinematografii.

 

Opis tematyki filmu i politycznego kontekstu także wymaga sprostowań. Pisze Dan Bilefski o „decyzji polskich pilotów niebezpiecznego lądowania w gęstej mgle”. Otóż polscy piloci nigdy nie podjęli takiej decyzji. Zdecydowali jedynie o zejściu do wysokości 100 metrów, by sprawdzić możliwość lądowania, a w razie jej braku „odejść na drugi krąg”, czyli odlecieć. I właśnie taką decyzję podjął pilot samolotu, kapitan Arkadiusz Protasiuk. Wydał jednoznaczny rozkaz „odchodzimy!”, powtórzony przez drugiego pilota. Niestety samolot nie posłuchał swoich pilotów. To są fakty, które „New York Times” powinien znać. Opis Dana Bilefskiego należy niestety uznać za podanie czytelnikom nieprawdy.

 

Napisał też autor artykułu dramatycznie, że prowadzący śledztwo prokurator Przybył, pod wpływem krytyki, „strzelił sobie w głowę.” Ale jednak „przeżył”. Nie napisał jednak, że wojskowy prokurator strzelił tak niecelnie, że tylko drasnął się w policzek, osłabiony tym faktem długo leżał, gdy filmowały go telewizyjne kamery, a już pół godziny później udzielał wywiadów. Nie napisał autor artykułu, że inscenizacja nieszczęsnego prokuratora została uznana za tak groteskowo nieporadną, że szybko o niej zapomniano.

 

Spośród 95 rodzin ofiar tragedii o opinię zapytał autor artykułu tylko jedną osobę, Pawła Deresza. Mówiłem autorowi o naszych rozmowach z wieloma osobami spośród rodzin ofiar, o umieszczeniu ich relacji w naszym filmie. Ale Dan Bilefski nie znalazł nikogo spośród rodzin ofiar, kto byłby zwolennikiem powstania filmu.

 

Nie poinformował też czytelników NYT, że – jak wykazują badania – większość Polaków (52%) nie wierzy w wyjaśnienia przyczyn katastrofy sporządzone przez komisję rządu rosyjskiego oraz komisję rządu polskiego. Wierzy w nie jedynie 34% Polaków.

 

Wyobraża Pan sobie, Panie Redaktorze, sytuację, w której World Trade Center po 11 września zostaje zabetonowane przed przeprowadzeniem śledztwa, trumny z ofiarami zalutowane, bez możliwości ich otwierania, bez sekcji zwłok, szczątków samolotów nie wolno badać, a znalezione na nich ślady materiałów wybuchowych zostają uznane za pastę do butów? Zaś tych, którzy chcą zbadać wszystkie okoliczności tragedii – uznaje się za szaleńców chcących konfliktu ze światem arabskim i zwalcza z wielką zawziętością? Samoloty przecięły jak masło stalowe wieże WTC, jedną z najpotężniejszych budowli świata. Nam zaś wmawia się, że podobny samolot został rozszarpany na skutek ścięcia skrzydłem brzozy i że 5 metrów nad ziemią odwrócił się na plecy mając rozpiętość skrzydeł 40 metrów. Czy taka logika nie musi budzić pańskich wątpliwości?

 

Napisał za to Dan Bilefsky, że „liczba teorii spiskowych przyprawia o zawrót głowy”. Nie dodał, że za żmudnymi pracami próbującymi zbliżyć nas do prawdy materialnej stoją także profesorowie amerykańskich uczelni. Nie napisał, że polski rząd odmawia konfrontacji z ich ustaleniami, jakby bał się porównać wyniki badań na polu czysto naukowym.

 

Pisze tez autor, że sceptycy wobec wersji oficjalnej utożsamiają Smoleńsk z „wypowiedzeniem przez Rosję wojny Polsce”. Nigdy z takim postawieniem sprawy się nie spotkałem. Rozumiem, że w „NYT” informacja, iż „Polacy mówią, że Rosja wypowiedziała Polsce wojnę” brzmi ciekawie, ale lepiej trzymajmy się prawdy.

 

Śledztwo trwa i daleko do jego zakończenia, choć rządzący w Polsce politycy nazywają wrak samolotu „już tylko pamiątką”, i wzywają, by katastrofa smoleńska była pierwszym w światowej historii lotnictwa wypadkiem, w którym świadomie zrezygnuje się z przebadania najważniejszego dowodu, czyli wraku. Robi na Panu wrażenie ten upokarzający absurd? Na nas w Polsce – robi. Choć rzeczywiście – nie na wszystkich.

 

Jak przypomina scenarzysta naszego filmu, Tomasz Łysiak (w „Gazecie polskiej”) , francuski powieściopisarz Juliusz Verne bohaterem swej słynnej powieści „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi” uczynił kapitana Nemo, który był… Polakiem ścigającym rosyjskie okręty, by pomścić krzywdy Powstania Styczniowego. Ale wydawca, Pierre-Jules Hetzel, zażądał od Verne’a, by zmienić narodowość bohatera. Bo wydawca prowadził z Rosją liczne interesa. I tak kapitan Nemo został Hindusem.

 

Wierzę, że „New York Times” będzie docierać do prawdy o smoleńskiej tragedii, że nie podda się „soft power” sprawnych lobbystów, którzy potrafili kilkadziesiąt lat powstrzymywać świat przed pisaniem prawdy o Katyniu. 70 lat temu rosyjska komisja zbadała i ogłosiła przyczyny śmierci polskich oficerów w Katyniu, a nasi sojusznicy, Amerykanie, ustalenia tej rosyjskiej komisji zaakceptowali. Prawda okazała się inna. Warto więc chyba zachować powściągliwość wobec ustaleń rosyjskiej komisji, i tym razem działającej w sposób radykalnie sprzeczny z obowiązującymi w wolnym świecie standardami.

 

Po ataku na WTC amerykańscy artyści zrealizowali kilkanaście filmów fabularnych na temat tej tragedii. Czy Polakom tego zrobić nie wolno? Rosyjscy lobbyści z tej samej instytucji, która po Katyniu dbała o właściwy przekaz i dziś pracują w pocie czoła. Ale przecież nas obowiązują dziennikarskie standardy. Prawda?

 

Maciej Pawlicki

 

 

 

 

Letter to the editor of the New York Times following its article about Smoleńsk feature film.

 

Dear Editor,

 

I am very pleased that the New York Times decided to focus on the Polish feature film Smolensk, directed by Antoni Krauze, which is based on the plane crash in Smolensk, Russia in 2010 in which Lech Kaczynski, the President of Poland, was killed along with 95 people which were accompanying him. Unfortunately, however, the way in which your influential newspaper describes the process of the making of this film and its political context is a subject of great concern and is objectionable to many. It seems that this is the latest in a series of events that are designed to discredit this film a year prior to its release.

 

I am honored to be a producer of this film for the “Smolensk 2010” Foundation as well as its script co- writer, and as I have spoken with the author of this article, I feel obligated to clarify the inaccurate information that was included in it, as well as to complete that which was omitted or overlooked. I believe that you will agree with me that the readers of the New York Times deserve a factual and reliable account of the situation.

 

I’m not questioning the author’s and editor’s right to choose their sources of information and quotes. I previously studied journalism in the USA, including in your newspaper’s own newsroom . But with all due respect to the New YorkTimes and its legacy, what Dan Bilefsky has written about the Smolensk film is one-sided, and is leading the reader to pre-judge the film before it has been released; indeed, while it is still in the process of being made.

 

The communist totalitarian practices of discrediting artistic works before they could see daylight and be freely estimated by the public is still fresh in the memory of many in Poland. Communist censorship involved the prohibition of the printing of books, articles and the production of films, the changing of film scenarios, and the deletion of scenes. Certain names, historic and contemporary facts, and even certain words were not allowed to be mentioned in the media and artistic works. It actively struggled with writers, journalists, film makers, even poets. Actually, the censors seemed to be afraid of poets more than anyone else. Poland, thankfully, has now put this period of its history behind it.

 

However, we still have to be alert to any attempts at limiting the freedom of creativity. Unfortunately, we are encountering an increasing number of incidents of this practice, and I believe that the article in your newspaper is an example of this tendency. I truly believe, however, that this is unintentional on your part.

 

Already, at the headline of the article, it is mentioned that “Rift Over Air Crash Roils Poland’s Artists” Yes, a few actors and film directors expressed negative opinions about the making of this movie. But what the author unfortunately didn’t mention, even though I had informed him about this, was that many artists were fully in favor of it being made. I, as one of its producers, received a large number of requests from actors asking if they could take part in the Smolensk film, even if it would mean appearing just in one episode or not receiving any payment for their work, deeming it an honour to be able to participate in its production. I continually receive requests from film makers, musicians, set designers and graphic designers. The suggestion that Polish artists en masse are criticizing the making of the movie is false, as a large number of Polish artists are annoyed by the attempts to stifle the freedom of artistic expression and the discrediting of the film by those who hardly know anything about it.

 

Dan Bilefsky writes that The Polish Minister of Culture, Bogdan Zdrojewski, “has warned that it is still too early to portray the events surrounding the plane crash”. It’s simply not true. Mr. Zdrojewski said: ”I personally can’t imagine that it’s possible to make an outstanding film about these events so soon”. Well, it happens that ministers often lack imagination, but artists tend to have bigger imaginations than those of ministers. And that’s why great artists, not government officials, are able to create outstanding works. The great Polish film director Antoni Krauze is working on his newest project – as he has done throughout his life – without paying attention to the opinions of officials and politicians.

 

The author of the article writes extensively about the opponents of the making of this film, quoting Borys Lankosz, who without even reading the script, claimed with absolute certainty that this film is “dangerous, because it will be based on a lie”. This young director, whose first film was subsidized by Polish taxpayers, today is part of a witch-hunt which is directed at one of the best Polish film-makers and his film about the unexplained death of the Polish president, acting as if he were a Volunteer Reserve Militia (ORMO) officer involved in the 1968 beating of students who were protesting against the communist government.

 

Borys Lankosz is responsible for his own life’s choices, but the goal of an American journal should be the presentation of a variety of opinions. The author of the article is not quoting artists who are supporting the making of this film, and does not mention that its production has been already supported by the financial donations of many thousands of people, which is exceptional in the history of world cinematography.

 

The description of the film and its political context also needs to be corrected. Dan Bilefsky talks about actions by the Polish pilots, including their decision to attempt a perilous landing in dense fog. The truth is, however, that the Polish pilots did not make this decision. They simply decided to descend to the level of 100 meters to check the possibility of landing and if this wasn’t possible, to remain airborne. And this was the decision which was made by the pilot of the plane, Captain Arkadiusz Protasiuk. He gave the specific order to “fly away”, repeated by the second pilot. Unfortunately, somehow the plane didn’t comply with their orders. These are facts that should be known to the readers of the New York Times. The description of this incident by Dan Bilefsky must therefore be considered inaccurate.

 

The author of the article wrote dramatically that the prosecutor, Mr. Przybyl, who was leading the investigation, “shot himself in the head” because of the criticism he encountered. But he in fact “survived”. What the author didn’t mention was that the bullet only grazed his cheek. He was so weak that he was lying down for a long time while the tv cameras were filming him, but a half an hour later he was already giving interviews. It also wasn’t mentioned that this unfortunate event was so grotesque and badly staged that everyone quickly forgot about it.

 

Among the 95 families of the victims of the Smolensk tragedy, the author of the article only interviewed one person – Paweł Deresz. I mentioned to the author about our conversations with many members of the victims families and the idea of making their interviews a part of our film. But Dan Bilefsky didn’t find anyone among the families of the victims who would support the making of this film. He also didn’t inform NYT readers that – according to polls – a majority of Poles (52 %) don’t believe in the explanation of the cause of the catastrophe prepared by the Russian and Polish government commissions. Only 34 % of Poles believe the official reports.

 

Can you imagine, dear Editor, a situation where concrete is poured on the World Trade Center after the 11th of September before the investigation is even conducted, the coffins with the victims inside are cemented without the possibility of being opened and the bodies examined, the planes’ debris cannot be examined and the traces of explosives are confused with shoe polish. Imagine, at the same time, that those who try to understand all the circumstances of the tragedy are considered lunatics who want to inflame the conflict with the Arab world? This is exactly what we are experiencing now in Poland. The planes on 9/11 cut through two towers like butter, easily destroying these majestic buildings. And at the same time we are being told that a similar plane fell into pieces as a result of a collision of one wing with a birch tree, and that 5 meters above the ground it turned upside down, even though it had a wingspan of 40 meters. Wouldn’t these facts cause one to re-think the official version of the events?

 

Dan Bilefsky wrote instead that “the range of conspiracy theories is dizzying”. Hedidn’t add that behind the arduous work of trying to bring us closer to the truth stand also the professors of American universities. He didn’t write that Polish government refuses to confront the results of their research, as if it was afraid of purely scientific results.

 

The author also writes that sceptics of the results of the official investigation see Smolensk as a

declaration of war against Poland by Russia”. I have never encountered this kind of an opinion. I understand that the information in the NYT that “Poles are saying that Russia declared war on Poland” sounds interesting but it would be better to stick to the facts.

 

The investigation is still ongoing and is a long way from being concluded, even though the politicians that rule Poland are calling the debris of the plane “only a memento” and are trying to leave us in the situation where the Smolensk catastrophe will be first crash in the history of aviation in which there won’t be any examination of the most important evidence – the debris. Can you not see the absurdity of this humiliating situation? We here in Poland are able to see it – although not everyone.

 

Tomasz Łysiak, the scriptwriter of our film, reminds us that the French writer Jules Verne originally made Captain Nemo the main character of his novel Twenty Thousand Leagues Under the Sea. Nemo was a Pole who chased Russian ships in order to take revenge for the Russian occupation of Poland. But the publisher, Pierre-Jules Hetzel, ordered Verne to change the nationality of the main character because it turned out that he was conducting business with Russians and didn’t want to offend them. Captain Nemo consequently became an Indian.

 

I believe that the New York Times will get to the bottom of the Smolensk disaster, and that it will not surrender to the “soft power” of skilled lobbies like the ones that managed to prevent the world from discovering the truth about the Katyn massacre of Polish officers in 1940. Seventy years ago a Russian commission “investigated” and subsequently concluded that the 20 thousand Polish officers in Katyn were murdered by the Germans. Our allies –the Americans – accepted the findings of the commission. The truth, however, later proved to be quite different. So I believe it’s justified to be sceptical about the findings of the Russian commission, that even today operates with standards that are in radical opposition to those that are followed by the free world.

 

After the attack on the World Trade Center, American artists made more than 10 feature films about these events. Are Poles not permitted to do the same thing? The Russian lobbyists that worked for the same institution that made sure that the world got the “right” kind of message about Katyn are still working hard today. Nevertheless, we are still obligated to follow proper journalistic standards, aren’t we?

 

Maciej Pawlicki

 

 

WYWIAD Z PRODUCENTEM MACIEJEM PAWLICKIM

 

Dziś „Polska The Times” opublikował najnowszy wywiad z producentem filmu „Smoleńsk” Maciejem Pawlickim. Zachęcamy do lektury!

 

 

http://www.polskatimes.pl/artykul/913891,producent-smolenska-prawica-odzyskuje-pole-zrozumiala-ze,1,id,t,sa.html

 

 

KOLEJNY GŁOS W SPRAWIE PUBLIKACJI NYT

 

Zapraszamy do lektury felietonu Elżbiety Królikowskiej -Avis

 

 

http://www.sdp.pl/node/9278

 

 

 

AUTORZY FILMU „SMOLEŃSK” NA XIII ZJEŹDZIE KGP

Zapraszamy do przeczytania i obejrzenia relacji!

 

 

http://wpolityce.pl/artykuly/55137-producentami-bedziemy-wszyscy-autorzy-filmu-smolensk-o-swoim-dziele

 

„Robimy ważny film”

 

Jak to się stało, że „New York Times” zamieszcza recenzję filmu, który jeszcze nie powstał? 

 

http://wpolityce.pl/wydarzenia/54865-new-york-times-ustami-polskich-rezyserow-dyskredytuje-film-smolensk-antoniego-krauzego-skad-krytyka-filmu-ktory-jeszcze-nie-powstal

 

 

JUŻ JEST DRUGI ZWIASTUN FILMU „SMOLEŃSK”

A w nim kulisy powstawania filmu!

 

 

WYSTARTOWALIŚMY!

 

10 kwietnia rozpoczęły się zdjęcia do filmu fabularnego ”Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauze.

Tym razem były to tzw. „zdjęcia uciekające”, związane z obchodami 3. rocznicy Tragedii Smoleńskiej. Na 5 kamer rejestrowaliśmy wiele wydarzeń, jakie tego dnia odbyły się przed na Krakowskim Przedmieściu, przed Pałacem Prezydenckim oraz na Placu Zamkowym. 

 

IMG_9851

 

Na zdjęciu Ewa Dałkowska (zagra Marię Kaczyńską) w towarzystwie reżysera Antoniego Krauze i producenta Macieja Pawlickiego. Fot. Artur Wożniakowski.

 

Zobacz także inne zdjęcia z planu autorstwa Moniki Krzyżaniak – przejdź do działu Aktualności.

 

Film powstaje dzięki ofiarności Polaków. Środki na realizację filmu zbiera Fundacja Smoleńsk 2010.


 

Maciej Pawlicki o „Smoleńsku”: Antoni Krauze zrobi film bardzo ważny

i na bardzo wysokim poziomie

 

Wywiad dla portalu wPolityce, 10.04.2013

http://wpolityce.pl/wydarzenia/51098-nasz-wywiad-maciej-pawlicki-o-smolensku-antoni-krauze-zrobi-film-bardzo-wazny-i-na-bardzo-wysokim-poziomie

 

Ten film na pewno powstanie. Pytanie tylko czy premiera będzie miała miejsce 9 czy 10 kwietnia 2014 r. – mówi portalowi wPolityce.pl Maciej Pawlicki.

 

wPolityce.pl: Dziś rozpoczynają się zdjęcia do filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauze. Dlaczego akurat 10 kwietnia? Kwestia symboliki czy pragmatyzmu?

 

Maciej Pawlicki (producent filmu „Smoleńsk”): Szczerze? Myślę, że zdecydowały oba powody. 10 kwietnia ma swój wymiar symboliczny, to bardzo ważna data w historii Polski. Natomiast fakt, że na ulicach Warszawy widać wzruszenie ludzi, a w tym dniu budzi się tyle emocji, chcemy wykorzystać w naszym filmie. W tej chwili widzimy tysiące uczestników obchodów, a niebawem będą ich dziesiątki tysięcy. To bardzo ważny moment w historii Polski. Kluczowe jest nie tylko to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku, ale również wszystko, co miało miejsce już po katastrofie smoleńskiej. O tym również jest nasz film.

 

Można powiedzieć, że dzisiaj okoliczności państwu sprzyjają, ale do tej pory droga twórców filmu „Smoleńsk” nie była usłana różami. Mogliśmy usłyszeć liczne opinie krytyczne, również ze strony aktorów…

 

Jako producent nie mogę skarżyć się, że było – do tej pory – jakoś szczególnie trudno. To duża produkcja, wymagająca bardzo wielu przygotowań. Jedni tę produkcję bardzo wspierają, a inni – jak słusznie pan zauważył – krytykują. Owszem, głośno zrobiło się m. in. o odmowie Mariana Opani, ale zgłaszają się do nas aktorzy, którzy bardzo chcą zagrać w tym filmie. Te propozycje są na tyle liczne, że nie jesteśmy w stanie zaoferować aż tylu ról! Nie mamy jednak aż takich problemów, które uniemożliwiałyby realizację filmu. Powiem więcej: spotykamy się z licznymi wyrazami wsparcia osób, które pragną, aby ten film powstał.

 

Czy wsparcie wyraża się również w pomocy materialnej?

 

Tak, jak najbardziej. W tej chwili możemy pochwalić się tysiącami przyjaźnie nastawionych ludzi, którzy ten film wspierają finansowo. Co prawda, nie zebraliśmy jeszcze budżetu, do tego jeszcze daleko, ale przygotowania idą dobrze, a nawet bardzo dobrze.

 

Jak rozumiem, za rok o tej porze możemy spodziewać się filmu?

 

Tak, ten film na pewno powstanie. Pytanie tylko czy premiera będzie miała miejsce 9 czy 10 kwietnia 2014 r.

 

Czy data premiery również jest podyktowana, zarówno względami pragmatycznymi, jak i symbolicznymi?

 

Tak. Proszę zwrócić uwagę, że w historii kina, nie tylko polskiego, bardzo rzadko zdarzało się, aby tak wielka liczba osób aktywnie wspierała ideę powstania jakiegokolwiek filmu. Z punktu widzenia producenta, jest to sytuacja wspaniała. Oczywiście pojawiają się przeszkody, niespotykane w przypadku innych produkcji, ale nie są to problemy, które uniemożliwiałyby nam dalsze prace. Trzeba przyznać, że one również nas jednoczą i sprawiają, że przybywa nam zwolenników. Dla inwestujących w ten film jest to sytuacja bardzo optymistyczna, ponieważ już widać, że jest ogromna widownia oczekująca na „Smoleńsk”. Myślę, że Antoni Krauze zrobi film bardzo ważny i na bardzo wysokim poziomie. Proszę mi wierzyć, że ten film taki będzie!

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Aleksander Majewski

 



FUNDACJA SMOLEŃSK 2010 | ul. Batuty 7c, lokal 1004; 02-743 Warszawa | tel. (+48) 882 774 667
www.fundacjasmolensk2010.pl | e-mail: biuro@fundacjasmolensk2010.pl
KRS 0000429861 | NIP 5213636090 | REGON 146281170